BMW serii 3

Już w momencie „wyklucia” najmniejsze z produkowanych wówczas BMW było czymś ponadprzeciętnym. należało bowiem do specjalnej. niskoprodukcyjnej serii – jej wyróżnikiem jest niespotykany  kolor skórzanej tapicerki oraz właściwości seryjnego silnika 1.8 ti (nie będę się o nich rozpisywał, bo i tak są to wartości nieaktualne). BMW trafiło w ręce Michała i było w opłakanym  stanie – betkę trzeba było wyremontować – wtedy też pojawiła się zrealizowana dzis wizja tuningu małej beemki…

 

Aby kanarek choć troszkę przypominał orła compact z Bawarii otrzymał pełny pakiet stylistyczny M-Technik i wzorowany na modelu M3, lusterka z modelu Motorsport przeznaczonego do wyścigów, niemieckiej serii DTM (wreszcie jakieś nowe M-Looki!), a tylne lampy przydymiono – wygląda to raczej kontrowersyjnie, ale po dłuższym zastanowieniu jestem przekonany, że przeróbka ta pasuje do kanarka jak ulał.

Do zabiegów czysto stylistycznych możemy zaliczyć wymianę przednich kierunków na srebrne, nową kierownicę i nakładki na pedały. Zagadka: co zrobić z seryjnym, wolnossą-cym silnikiem 1.8, by drastycznie poprawić osiągi naszego BMW? Odpowiedź: zastąpić go dwu-ipółlitrową, dwudziestoczterozaworową jednostką M50 B25 o mocy 192 KM! Tak też zrobił Michał. W swapie tym nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w kompaktach największe silniki miały pojemność 2,3 l! Chociaż z początku były pewne problemy z elektroniką, to teraz jest to prawdopodobnie najszybszy kompakt w Warszawie. Jego przyspieszenie wprowadza w stan osłupienia właścicieli innych beemek chcących pościgać się z Tweetym spod świateł. Po krótkiej demonstracji potencjału żółtej bety, pełni podziwu konkurenci najczęściej wystawiają za okno pięść z kciukiem skierowanym do góry – taki gest może dać dużo satysfakcji. Ja dostrzegam też inne walory tej zmiany – lekki tył pojazdu pozwala na dużo łatwiejsze driftowanie, auto potrafi pokonywać zakręty długimi, płynnymi poślizgami, które bardzo łatwo opanować – idealne auto do nauki driftingu! Michał za to lubi raz na jakiś czas spalić gumy (jak widać na zdjęciach)… Wiążą się z tym pewne problemy: podczas sesji fotograficznej na terenie parkingu jednego z warszawskich supermarketów Michał kilkakrotnie „mielił asfalt”, co bacznie obserwowała ochrona obiektu – najpierw wydawali się zaciekawieni niecodziennym widokiem, jednak w momencie gdy podziemny parking wyglądem przypominać zaczął Londyn podczas rekordowej mgły, ich zainteresowanie przybrało zupełnie inny wymiar – panowie w jaskrawożółtych kamizelkach zaczęli zbliżać się do nas w tempie ekspresowym, krzycząc coś o policji i wymachując rękoma. Zmusiło nas to do bardzo szybkiego opuszczenia parkingu w poszukiwaniu innych ciekawych miejsc… Przed odjazdem zdążyłem jednak zobaczyć, co żółta beemka zrobiła z nawierzchnią parkingu – w miejscu palenia pozostała wciąż jeszcze dymiąca wyrwa o głębokości ok. 2 cm – to budzi respekt! Szacunek może też budzić dźwięk, jaki wydaje z siebie 2,5-litrowa jednostka, gdy wskazówka obrotomierza przekracza czerwone pole (nie pomyliłem się, w momencie gdy opisuję to auto, zamontowane są w nim zegary od wersji 1.8, przez co wskazówka „kręci” się dużo dalej niż wskazuje namalowana podziałkal). Za ten piękny odgłos odpowiadają „oddech” i „wydech” tego cacka, czyli elegancki tłumik i power rura AMB ze stożkiem auto gauge, odizolowanym termicznie od komory silnika za pomocą osłonki AMB. Jest to najpiękniejszy odgłos dla każdego fana BMW…

 Ten kanarek lata jak jastrząb, więc Michał zadbał o to, by każda ewolucja tej ptaszyny nie zakończyła się rozbiciem o jakąś twardą przeszkodę – pod maskę od razu powędrowała rozporka kielichów, założono amortyzatory Bilsteina i krótkie, twarde sprężyny obniżające auto o 30 mm. Niestety, felgi na razie pozostają seryjne, ale to już tylko kwestia czasu… Jak widać na fotografiach, nasza beta nie jest jedynym autem spod znaku BMW prezentowanym w tym artykule – pozostałe E – 30 to fury kolegów z warszawskiego klubu beemka. W klubie tym jest jeszcze kilka aut zrobionych co najmniej tak dobrze jak nasz ptaszek, postaramy się opisać kilka z nich na łamach naszego pisma. Nie ulega wątpliwości, że ten żółty kanarek ma szpony i odpowiedni charakter i choć wygada niepozornie, to potrafi nieźle zajść za skórę Jestem pewien, że ta ptaszyna pokaże, jak przyspiesza na tegorocznych mistrzostwach V. wyścigach równoległych w Modlinie, a Michał nie pozostanie obojętny wobec konkurencji na Drif: Competition w Toruniu i zademonstruje, jak niepozorne ptaszki z Bawarii „latają” bokami! PS Kaprys, uważaj na zawory! :)