Kuchnia góralska

Moi rodzice od zawsze chlubili się tym, że umieją gotować tradycyjne góralskie potrawy. Dla mnie początkowo nie miało to większego znaczenia, ponieważ nie lubiłam gotować, nie przepadałam za regionalną kuchnią. W ogóle odcinałam się od tradycji i dążyłam do wyjazdu z ojcowskiej miejscowości. Zupełnie inne poglądy przedstawiali moi znajomi, którzy z regionów północnych bardzo często pojawiali się u nas. Oni wprost wymagali na mojej mamie, żeby gotowała tylko tradycyjne potrawy, których oni u siebie nie mają. Kuchnia regionalna w Zakopanem to był rytuał każdej wyprawy. Nie chodziło oczywiście o oscypek, ponieważ w tej chwili można go już dostać właściwie wszędzie. W każdym większym mieście, na praktycznie każdym festynie, nad morzem. Stał się potrawą, jeśli można go tak nazwać, ogólnokrajową. Czasem jeszcze ewentualnie na deser moja mama serwowała oscypek z grilla z żurawiną, ponieważ takich specjałów w mieście nie ma. Samo Zakopane zresztą przypadło im bardzo do gustu. Zawsze wspominają karczmy góralskie, opowiadają o muzyce oraz gościnności tutejszych gospodarzy. Wieczorem w dniu przyjazdu zawsze jest baranina, za którą ja osobiście nie przepadam, być może dlatego, że mam ją na co dzień w zasięgu ręki. Na deser jest oczywiście szarlotka, która wcale nie smakuje tak samo, jak te podawane w byle cukierni. W ostatni dzień moja mam serwuje placek po zbójnicku, który kończy naszą imprezę. W ostatnią noc jest oczywiście zabawa przy muzyce góralskiej, tańce i szaleństwo do białego rana. Od zawssze wspominam te przyjazdy znajomych bardzo milo i wtedy dopiero doceniam, co to znaczy mieć duży dom na uboczy otwarty dla wszystkich, którzy zapragną do niego wejść.

Skomentuj ten wpis

Musisz być zalogowany aby komentować.