Nowoczesna sztuczna biżuteria.
Naukowcy w ostatnim czasie zainteresowali się tematem niezwykle odbiegającym od nauki. Tematem tym jest biżuteria. Otóż okazało się, że sztuczna biżuteria, popularna w ostatnich czasach źle wpływa na organizmy niektórych osób. Dzieci mające dostęp do błyskotek swoich matek lub starszych sióstr narażone są na reakcje uczuleniowe.
Młoda matka – Agnes Delacroix (25) – pochodząca ze średnio zamożnej francuskiej rodziny komentuje – „Jestem dwudziestopięcioletnią blondynką. W lecie noszę bluzki jedynie na ramiączkach i z dużym dekoltem. Włosy spinam w koński ogon wplatając w nie gumki do włosów i wpinając spinki – koniecznie pod kolor dużych plastikowych okrągłych kolczyków. Krótkie spodenki i mini spódniczki noszę przez cały rok – w zimie dobierając odpowiedni kolor rajstop. Kolory zawsze łączę z ozdobami, które noszę. W sezonie letnim zakładam jedynie sandały, nigdy pełne buty. A wszystko po to, aby wyeksponować bransoletkę, którą noszę na kostce. A teraz ktoś mówi mi, że te wszystkie ładne dodatki, cała moja sztuczna biżuteria powinna być wyrzucona przez wzgląd na zdrowie mojego półtorarocznego syna? To jakiś absurd! Sama, gdy byłam dzieckiem nosiłam sztuczne kolczyki, bawiłam się spinkami i naszyjnikami. Nigdy nic mi się nie działo i nie dostałam żadnego uczulenia.”
Faktem jest, że ostatnie badania zaszokowały opinię publiczną. Matki w panice odkładają ozdoby, sztuczna biżuteria idzie w odstawkę. Zdarza się jednak – jak w przypadku Agnes Delacroix (25) – że opinia naukowców wydaje się być tak absurdalna, że nie zamierzają z tym nic zrobić. To jest apel o chronienie małych dzieci, bo przecież lepiej dmuchać na zimne!