Rozwój
Mój ojciec był człowiekiem, któremu bardzo zależało na moim rozwoju i to we wszystkich aspektach. Dbał o to, żebym opanowała podstawowe sprawności sportowe. Jazda na rowerze, łyżwach, nartach. Gra w kometkę, a później tenisa. Pływanie. Równocześnie z tym troszczył się o mój intelekt i moją duchowość. Wspólnie studiowaliśmy różne mapy i zwiedzaliśmy zabytkowe miejsca. Poznawali legendy, muzykę i malarstwo.
Chciał też, abym wyrosła na lingwistkę i znalazł bardzo ciekawy sposób na osiąganie postępów w tej dziedzinie. Była to gra planszowa, która sam wykonał. Na tekturze narysował planszę, która zawierała liczne tory przeszkód, stające na drodze do zdobycia celu. Rzut kostką decydował, o ile pól należy się przesunąć i gdzie stanąć. Przeszkodami o różnym stopniu uciążliwości były zadania lingwistyczne. Jeżeli się trafiło na pole nauka rosyjskiego, trzeba było zajrzeć na odwrotną stronę planszy i nauczyć się kilku wypisanych tam słówek.. W ten sposób postępowała nauka rosyjskiego i angielskiego, bo mój zasób leksykalny znacznie się zwiększał. Przeszkodą o znacznie trudniejszym stopniu była ta z napisem „angielski lub rosyjski, przygotowanie do matury.” Wtedy można było sobie wybrać jeden z dwu języków. Najtrudniejsza stacja nazywała się Warszawa i zobowiązywała do posługiwania się obydwoma. Tak więc wskazane przedmioty, warzywa, owoce czy produkty spożywcze, musiałam nazwać po angielsku i rosyjsku. Taka Warszawa to było marzenie każdego grającego. Ale jeśli nawet nie szło tak dobrze, to nauka rosyjskiego i angielskiego poszła mi potem bardzo łatwo. Angielski, rosyjski, przygotowanie do matury – już to przecież przerabiałem.